Dziś trochę o tym jak bardzo nienawidzę ludzi. Nie znoszę brunetek o niebieskich oczach. Na ogół nie lubię blondynek. Nienawidzę, kiedy ktoś w moim towarzystwie ( patrz. w autokarze) opierdala sobie kiełbaskę, jak ten hipster co siedzi prawie na przeciw. Nie lubię głośno gadających przez telefon, i nie lubię ludzi którzy nie uśmiechają się do obcych, a zwłaszcza tych którzy uśmiechu nie odwzajemniają, Obdarowuję nienawiścią, wszystkich śmierdzących towarzyszy podróży i ludzi którzy zadają za dużo pytań. Lubię być sama i nie czuć się skrępowana obecnością innych ludzi. Kocham tych, przy których mogę pierdzieć na legalu. Tak lubię, móc, zachować się czasem jak wieprz.
A piszę to dlatego, że dziś spotkałam, każdy rodzaj znienawidzonego człowieka i już za kilka godzin będę się modlić o chwilę samotności. Bowiem od dziś będę dzielić z kimś pokój. Przechodni pokój. I hejt mój dziś jest wielki, bo jestem wkurwiona na świat, bo mąż jest daleko, a ja w kiełbasianym smrodzie jadę PolskimBusem przed siebie.
Ot co, chwile cudownej samotności, upajania się własnym bąkiem przeminęły, mam jednak nadzieję, że nie bezpowrotnie.
Nadszedł jednak dzień, dmuchanego materaca, w kacie przechodniego pokoju, z dala od jedynej osoby, którą toleruję 24/7. Jest źle, moja głowa to dżungla, dżungla.
I mimo całego hejtu do świata, zawsze się do ludzi uśmiecham. Bo jestem miła. Nienawidzę w duchu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz